Oto ja, poślij mnie!

Pod hasłem „Oto ja, poślij mnie” rozpoczynamy dziś Tydzień Misyjny, w którym poprzez modlitwę i inne inicjatywy, będziemy mogli wyrazić naszą solidarność z tymi, którzy głoszą Dobrą Nowinę na całym świecie.

W poniższym tekście zapraszamy do poznania bliżej św. Teresy z Lisieux, patronki misji, która pokazuje nam, jak modlitwa i misja mogą, i powinny, iść w parze.

 

„Kochać Jezusa, i sprawiać, aby był On kochany…”

Św. Teresa z Lisieux

Patrząc na misje jako na szczególną działalność Kościoła powszechnego, należy zdać sobie sprawę z tego, że w ramach wykonywania owych działań, mających zapewnić zakładanie nowych i żywotnych wspólnot chrześcijańskich i rozszerzanie się Słowa Bożego, mamy do czynienia nie tylko z  czynną pracą na terenach misyjnych, ale również z innymi formami równie ważnymi przedsięwzięciami, będącymi poniekąd osłoną i dużą pomocą dla pracujących na misjach. Szczególną formą współpracy, jest modlitwa w intencji misji, stanowiąca pewnego rodzaju patronat duchowy, przesiąknięta myślą o innych ludziach, nie tylko służących, ale i oczekujących na dar wiary.

Jedną z osób, która włożyła duże zaangażowanie w działalność misyjną właśnie poprzez modlitwę, była młoda karmelitanka św. Teresa od Dzieciątka Jezus i Przenajświętszego Oblicza. Przez swą ofiarę w intencji misji, św. Teresa otrzymała także miano patronki misji, choć tak naprawdę nigdy nie uczestniczyła w czynnej pracy ewangelizacyjnej. Misje, podobnie jak inne rodzaje działalności Kościoła, mają swoich orędowników, patronujących różnorodnym wymiarom tego dzieła. Ponadto święci patronowie misji dają nam wzór heroicznego poświęcenia się wypełnieniu nakazu Chrystusa i zarazem przypominają o powszechnym obowiązku chrześcijan – dawaniu świadectwa.

Teresa Martin urodziła się w Alençon we Francji 2 stycznia 1873 roku. Jej rodzicami byli Ludwik Martin i Zelia Guérin, ludzie bardzo pobożni i oddani sprawom Kościoła. W 1877 roku umiera po ciężkiej chorobie jej matka i rodzina przeprowadza się do Lisieux. Teresa dorasta otoczona miłością ojca i starszych sióstr. W 1883 roku zostaje uzdrowiona z poważnej choroby za wstawiennictwem Matki Bożej Zwycięskiej. W czasie świąt Bożego Narodzenia 1886 roku przeżywa bardzo głębokie nawrócenie, dzięki któremu udaje jej się pozbyć chwiejności emocjonalnej, spowodowanej wczesną utratą matki. Idąc za przykładem starszych sióstr, pragnie rozpocząć życie kontemplacyjne w Karmelu w Lisieux, ale ze względu na wiek odmówiono jej przyjęcia. W 1887 roku udaje się na pielgrzymkę do Włoch i podczas audiencji u papieża Leona XIII prosi o pozwolenie wstąpienia do Karmelu w wieku 15 lat. Do zakonu wstępuje w 1888 roku. Tereska nadaje nowy charakter drodze doskonałości, wytyczonej przez św. Teresę od Jezusa. Do świętości dąży z wielką gorliwością i wiernością przez miłość. Odkrywa i pokazuje małą drogę dziecięctwa duchowego. Podążając tą drogą, wiedziona miłością Chrystusa Pana odczuwa w swym wnętrzu powołanie apostolskie i misyjne, przez co chce wszystkich pociągnąć do Boga. W 1885 roku składa się w ofierze całopalnej miłosiernej Miłości Bożej. Rok później zapada na gruźlicę, która doprowadza do jej śmierci 30 września 1897 roku. Ostatnie słowa wypowiedziane na łożu śmierci: „Boże mój, kocham Cię”, stały się pieczęcią życia Teresy.

Dziwić może fakt, że patronką misji została osoba, która z misjami, w sensie aktywnej pracy, nie miała nic wspólnego. Owszem, życie św. Teresy od Dzieciątka Jezus zamykało się w klasztornej celi Karmelu w Lisieux, ale mimo tego było nacechowane dużą otwartością na wszelkie sprawy Kościoła. Teresa po prostu pałała miłością i gorliwością w sprawie rozszerzania wiary. Tę troskę bardzo pięknie wyraziła w zdaniu:

„Zrozumiałam, że miłość zamyka w sobie wszystkie powołania, że miłość jest wszystkim, obejmuje wszystkie czasy i wszystkie miejsca”.

Takie pojmowanie wszechogarniającej, przenikającej miłości możemy dostrzec w całym nauczaniu i życiu świętej. Jednak odnosząc to do misji zobaczymy, że ta młodziutka zakonnica klauzurowa, określiła jako pierwsza główną płaszczyznę działalności misyjnej. Jest nią właśnie, lub po prostu miłość.

Misyjny ideał św. Teresy od Dzieciątka Jezus wyraża się także w bardzo emocjonalnie nacechowanym zdaniu:

„Chciałabym przebiegać ziemię, głosić Twe imię i umieszczać w ziemi niewiernych Twój chwalebny Krzyż: nie mogąc być misjonarką czynną, pragnę być nią mocą miłości i pokuty”.

Widzimy jak gorącym pragnieniem Teresy było głoszenie Ewangelii. I tu pojawia się pytanie: dlaczego nie wstąpiła zatem do któregoś ze zgromadzeń misyjnych?

Teresa miała jasno określoną wizję swojej posługi. Wstąpiła do Karmelu, aby zbawiać dusze i modlić się za kapłanów. Realizację tej wizji najpełniej można dostrzec we współpracy karmelitanki z dwoma misjonarzami: Maurycym Bellière i Adolfem Roulland. Nazywała ich nawet swoimi duchowymi braćmi, co szczególnie mocno odznacza się w bardzo czułym zwrocie „mój kochany braciszku”, który znajdujemy w jej korespondencji z tymi księżmi.

W 1895 roku Teresa otrzymała swego pierwszego duchowego brata – Maurycego Bellière. Kapłan zwrócił się z prośbą do przeoryszy w Lisieux, aby przydzielono mu duchową siostrę, która modliłaby się w jego intencji, za zbawienie jego duszy i współpracowała z nim duchowo w przyszłości, kiedy wyjedzie na misje. Święta od zawsze marzyła, aby jakiś kapłan modlił się za nią podczas sprawowania Mszy św. W jego intencji ofiarowywała wszystkie, nawet najdrobniejsze trudności jakie musiała znosić, łącznie z późniejszym cierpieniem przyniesionym przez chorobę. W jej postępowaniu widać wielką determinację misyjną. Jak sama o tym mówiła:

„gorliwość karmelitanki winna rozpalić cały świat”

Jeżeli przyjrzymy się bliżej korespondencji prowadzonej przez karmelitankę z o. Bellière, to zobaczymy, że dotyczy ona nade wszystko umocnienia w nim powołania kapłańskiego i misyjnego. Ponadto święta w swych pismach do misjonarza inspiruje, nakreśla wizje jego pracy misyjnej.

W 1896 roku, z prośbą o wstawiennictwo modlitewne zwraca się młody norbertanin o. Adolf Roulland. Tutaj współpraca misyjna także koncentruje się na łączności modlitewnej, ale pojawia się też nowy element w postaci zjednoczenia przez eucharystię. Teresa ofiarowuje się, aby dźwigać jego krzyże i cierpienia.

Wszystko to, co wiązało się z modlitwą za obu misjonarzy, było także spełnieniem jej najskrytszych marzeń, związanych z chęcią posiadania brata – kapłana i pragnieniem męczeństwa, towarzyszącemu jej od najmłodszych lat.

Jak już wcześniej wspomniałam, Tereska oprócz wsparcia duchowego udzielanego obu misjonarzom, dzieliła się z nimi także swoimi spostrzeżeniami, co do życia wewnętrznego. W korespondencji można znaleźć wiele wskazań dotyczących małej drogi. Podstawy tej drogi to pokora, zawierzenie i w sumie najważniejsza część, fundament, Miłosierdzie Boże. Pokorę ukazuje w naśladowaniu Chrystusa, przyobleczonego w ludzką postać, będącego narzędziem w rękach Ojca. I tak też tłumaczy sobie przywdzianie chińskiego stroju przez o. Roulland. Ufność można dostrzec w jej nieustannej wierze, że kapłani pamiętają o niej przy ołtarzu. Wiarę w Miłosierdzie Boże ukazywała w przekonaniu, że oddający się Bogu misjonarz, umierający jako męczennik dostąpi łaski zbawienia.

Pozostaje jeszcze pytanie jak to się właściwie stało, że ogłoszono św. Teresę patronką misji. Sama nigdy tego nie oczekiwała. Święta pisze o sobie:

„Niepodobna mi stać się wielką, powinnam więc znosić się taką, jaką jestem, znosząc się ze wszystkimi moimi niedoskonałościami”.

Decyzja o ogłoszeniu jej patronką dzieła misyjnego została podjęta nie tylko na podstawie jej zaangażowania w modlitwę za kapłanów za życia, ale również dzięki jej wstawiennictwu za misje wśród Eskimosów, które były zagrożone zamknięciem. Tak więc prośba o ogłoszenie jej patronką misji wyszła z samego środowiska misyjnego.

Postać św. Teresy od Dzieciątka Jezus jest znakomitym przykładem tego, jak głęboki związek istnieje między misjami a kontemplacją. Prawdziwe misje nie mogą istnieć, jeśli nie będzie prawdziwego życia modlitwy, polegającego na głębokiej komunii z Jezusem i ofierze Krzyża. Czytając jej dzieła i zagłębiając się osobiście w historię jej życia odniosłam wrażenie, że apostolstwo, zarówno duchowe, jak i czynne, jest najprawdziwszym doświadczeniem życia Kościoła.

Karolina Serafin, cm