Blisko człowieka w czasach zarazy

Po prostu być pośród chorych… Dziękujemy pracownikom służby zdrowia! Oto przejmujące świadectwo z pierwszej linii frontu:

Nas, medyków, można podzielić na wiele grup. Tych, którzy najchętniej w dobie pandemii zmienialiby zawód lub czują się do pracy przymuszeni; tych, którzy się przede wszystkim boją oraz tych, którzy uważają, że są sprawy ważniejsze, niż lęk. Boi się każdy z nas. Żyjemy z daleka od naszych rodzin, w izolacji, tak aby nikogo nie narażać. Za własne pieniądze kupujemy środki ochrony osobistej, aby czuć się bezpiecznie oraz żeby móc jak najdłużej wykonywać swoją pracę. Żyjemy w niepewności, nie wiemy, co spotka nas jutro, a nawet co wydarzy się za godzinę. Nie wiemy po ilu godzinach pracy wyjdziemy do domu, czy w ogóle z niej wyjdziemy, a może zostaniemy zamknięci na oddziale z chorymi na dwa tygodnie. Pomimo pełnego profesjonalizmu już niczego nie możemy być pewni. Jednak dla wielu z nas, nasz medyczny zawód nie jest tylko pracą, ale przede wszystkim jest pasją. Myślę, że mogę powiedzieć, że ja jestem właśnie w tej grupie, medyków z pasją. Lubię to określenie, ponieważ jest bardzo pozytywne. Nie czyni nas męczennikami codzienności, a ludźmi, którzy kochają to co robią niezależnie od trudnych okoliczności. Pasja jest to głębokie zaangażowanie w coś, czemu chcemy poświęcić samego siebie. Praca z pasją w dobie pandemii dla mnie oznacza to, że na każdym dyżurze w szpitalu staram się robić wszystko tak, aby pacjenci czuli się bezpiecznie, aby otrzymali każdą możliwą pomoc i aby pomimo „zamaskowanej” twarzy byli w stanie odczytać z moich oczu uśmiech, a nie wyłącznie lęk, obojętność czy zmęczenie, niezależnie, czy to pierwsza czy trzydziesta pierwsza godzina dyżuru. 

Wszyscy zadajemy sobie pytanie – jak to zrobić? Jak być w zaistniałej sytuacji dobrym lekarzem, pielęgniarką, ratownikiem medycznym? Jak w ilości nowych procedur i obowiązków nie pominąć w pacjencie człowieka? Jak mądrze podejmować krytyczne decyzje medyczne w sytuacji dla nas kompletnie nowej i nieznanej? A także równocześnie jak sprawić, żeby przez naszą pracę nie ucierpiały nasze relacje z rodziną i przyjaciółmi? Jak naszych bliskich ochronić przed chorobą? 

Papież Franciszek na wiele ludzkich wątpliwości odpowiada pytaniem: Co by zrobił Jezus? Co zrobiłby Jezus w tej sytuacji? Nie znam odpowiedzi na to pytanie… ale jestem pewna, że byłyby blisko człowieka. On jest blisko. On jest blisko każdego z nas właśnie teraz, ale i my powinniśmy być blisko tych, do których jesteśmy posłani. Są takie słowa w Biblii, które wciąż do mnie wracają: „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci Moich najmniejszych, Mnieście uczynili”.  Te właśnie słowa nie dają mi spokoju, wiem, że zawsze można zrobić coś więcej, niż się robi; zrobić coś lepiej, mocniej, głębiej, mądrzej. Za każdym razem jak je słyszę motywują mnie do tego, aby wykorzystać jak najlepiej dzień dzisiejszy, tak aby słowa przekształcać w czyny.

Właśnie dziś jest ten dzień.  Dlatego wstaję rano, robię znak krzyża oddając Bogu tą niepewność i lęk, z którymi przecież On nie zostawi nas samych. A później… ubieram mundur, fartuch, maskę, przyłbicę i idę do chorych, być może, gdzieś pośród nich, jest On…